Parafia św. Franciszka z Asyżu

Chorzów - Klimzowiec

swiety franciszek kosciol parafia sw franciszek kosciol wnetrze

Wspomnienie św. Cecylii

Psalm 138: Będę Ci śpiewał wobec Aniołów 

Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

 

22 listopada obchodziliśmy wspomnienie św. Cecylii, patronki śpiewu kościelnego i muzyków kościelnych. Jest to zatem dobra okazja, aby pochylić się nad kwestią stanu muzyki w kościele, zwłaszcza w kontekście Dnia Muzyki Liturgicznej, który w naszej Archidiecezji obchodziliśmy w niedzielę 15 listopada.

Z tej okazji w wielu kościołach można było usłyszeć homilie poświęcone muzyce liturgicznej a po Mszach Św. koncerty organowe. Tytuł tego artykułu to właśnie tegoroczne hasło Archidiecezjalnego Dnia Muzyki liturgicznej.

Nie będę pisał  o funkcjach muzyki, bo na łamach Informatora Parafialnego była już kiedyś o tym mowa. Chciałbym natomiast skupić się na swego rodzaju diagnozie dnia dzisiejszego, przyczynach tego stanu jak i hipotetycznej prognozie na przyszłość. Jakże piękną sferą życia jest muzyka i śpiew, pozna tylko ten, kto potrafi się na piękno tej muzyki otworzyć i ją docenić.

W jak ogromny sposób muzyka potrafi wpłynąć na doznania i emocje człowieka wie każdy, kto choć raz się wzruszył jakąś melodią lub usłyszaną piosenką. Jak potężny przekaz potrafi nieść muzyka wiadomo od dawna. I Kościół dostrzega walory i zalety muzyki, która potrafi w piękny i wzruszający sposób ubogacić przeżycia duchowe, których uczestnikiem jest każdy uczestnik liturgii. Muzyka potrafi rozweselić i zasmucić, wzruszyć i rozbawić, ten wachlarz skrajnych emocji dowodzi jak piękny śpiew i gra mogą działać na samopoczucie człowieka. Rozważanie to jest skupione wokół muzyki liturgicznej, zatem pod tym kątem będę rozpatrywał stan jaki mamy dziś. W Polsce, a zwłaszcza tu na Śląsku, śpiew był zawsze głęboko obecny. Dowodzą tego niezliczone ilości pieśni oraz utworów muzycznych, których my jesteśmy niejako spadkobiercami i za ten bezcenny depozyt jesteśmy odpowiedzialni. Lecz dziś niestety można zauważyć, że śpiew w naszych kościołach nie jest już tak mocny i potężny jak kiedyś. Oczywiście faktem jest, że na przestrzeni kilkudziesięciu lat liczba wiernych obniżyła się. Gdzie zatem jest przyczyna, że głos wiernych w kościołach podczas śpiewu nie brzmi już tak donośnie jak kiedyś?

Moim zdaniem poza innymi, różnymi przyczynami głównym problemem jest to, że ludzie generalnie dzisiaj mało śpiewają nie tylko w kościele, ale w ogóle. Rozmawiając ze starszymi ludźmi, wspominają oni, że kiedyś śpiew pielęgnowano przede wszystkim w domu. Podczas różnych prac domowych śpiewało się pieśni i piosenki, nie tylko religijne ale i świeckie. Wydaje się to dziś może banalne lub nawet śmieszne, ale obierając ziemniaki, prasując, gotując i wykonując inne prace domowe ludzie, nucili bądź podśpiewywali sobie, nieświadomie ćwicząc tym samym śpiew i rozwijając go w sobie. To były czasy, kiedy nie było discmanów, odtwarzaczy DVD, internetu, telewizji i dla wielu osób pięknym zajęciem czasu był śpiew. Dziś ludzie niestety w większości wolą słuchać niż śpiewać. Jako były ministrant mogłem obserwować na przestrzeni kilkunastu lat, że na kolędzie coraz częściej ludzie nie przyłączali się do śpiewu ministrantów a coraz częściej można było usłyszeć w tle jakąś płytę z kolędami. A przecież nie ma nic piękniejszego, niż ludzki głos rozbrzmiewający ładną melodią i bogatym tekstem. Dziś, kiedy w szkole nie ma już przedmiotu Muzyka, część ludzi na piękno śpiewu staje się obojętna stając się muzycznymi analfabetami. I nie mam tu na myśli osób, którzy rzeczywiście nie mają tego daru, bo też nie chodzi o to, aby wszyscy śpiewali jak włoscy tenorzy, bo jednych Pan Bóg obdarzył talentem słuchu i głosu a innych obdarzył innymi talentami. Dlatego właśnie bardzo ważnym jest, abyśmy przy każdej nadarzającej się okazji śpiew pielęgnowali. Jedną z takich możliwości jest śpiew liturgiczny w Kościele. Nie bójmy się śpiewać głośno, nie obawiajmy się wzroku osób obok nas, że co sobie pomyślą. Warunkiem dobrego śpiewu jest współpraca ludu Bożego z organistą.  Świadomość ludu Bożego oraz organisty, jaka ciąży na nich odpowiedzialność jest podstawą aby w kościele można było cieszyć się śpiewem na wysokim poziomie.  
 
 W kościele instrumentem przeznaczonym do użytku w liturgii są organy.

No właśnie! Organy... i tu doszliśmy do królewskiego instrumentu jakim przez wielu jest nazywany ten instrument. Prawdziwe organy, to takie (nie elektroniczne, które są tylko tandetną imitacją prawdziwych instrumentów), gdzie każdemu klawiszowi i  poszczególnemu głosowi (rejestrowi) odpowiada poszczególna piszczałka lub ich grupa. W naszym kościele mamy wyjątkowe szczęście posiadać właśnie organy piszczałkowe, które posiadają ponad tysiąc piszczałek z czego część jest także drewniana. Szerzej o instrumencie jakim są organy, może innym razem, ale celowo napisałem, że mamy szczęście, iż posiadamy organy piszczałkowe, ponieważ wiele nowych kościołów, w obecnych czasach nie jest w stanie finansowo udźwignąć budowy nowych organów piszczałkowych, bo cena budowy średniej klasy organów to kwestia kilkuset tysięcy złotych., Zatem cieszmy się i bądźmy dumni, że choć nie duży, to mamy prawdziwy instrument. Nasze organy, pochodzą ze starego kościoła i jak możemy zauważyć, dają sobie radę także w dużo większej kubaturze nowej świątyni. Mając piszczałkowy instrument, nie zaniedbujmy śpiewu lecz pielęgnujmy go starannie, nie tylko w kościele ale i poza nim. A jak będzie wyglądał śpiew w przyszłości ? Czy w naszych kościołach śpiew będzie się rozwijał? To zależy w bardzo dużej mierze od nas. Jako organista nie mogę udzielić negatywnej odpowiedzi, bo wtedy straciłby sens tego co robię, musze wierzyć, że zgromadzenie liturgiczne jakim jesteśmy przy ołtarzu będzie pielęgnowało i rozwijało śpiew, troszcząc się o niego. Postawmy sobie czytając te skromne rozważanie proste pytanie: jak wygląda mój śpiew w kościele? Czy włączam się w ten piękny chór wiernych w zgromadzeniu liturgicznym? Czy zdaję sobie sprawę, że każdy z nas - i ja i ty, nosisz wielką odpowiedzialność za śpiew i stan muzyki? Św. Augustyn napisał, że "kto śpiewa dwa razy się modli." Czy można dobitniej i precyzyjniej dowartościować wagę muzyki i śpiewu w kościele? Zatem, dbajmy o ten wielki i bogaty skarbiec, przekazany nam przez poprzednie pokolenia, nie zatraćmy go i nie zapomnijmy o nim. Pielęgnujmy starsze śpiewy, otwierając się też na nowe. Bądźmy świadomymi uczestnikami liturgii, bacząc, abyśmy nie przegapili w przeżywaniu liturgii pięknego doświadczenia muzyki, która ludzką duszę unosi ku Bogu. Bądźmy świadomi, że poprzez nasz głośny i radosny śpiew nie tylko pielęgnujemy to, co przekazali nam nasi przodkowie ale przede wszystkim wielbimy Boga, do którego chórów anielskich, każdy z nas zmierza. Zakończę cytując fragment materiału homilijnego przygotowanego przez ks. dr Stanisława Puchałę na niedzielę Muzyki Liturgicznej: „A zatem trzeba, byśmy sobie uświadomili, że uczestnictwo w liturgii jest udziałem w liturgii Niebiańskiej. Wraz z aniołami jesteśmy zaproszeni do oddawania chwały Bogu. Ich śpiew jest wyrazem radości, która już nigdy nie ustanie. Czyż to nie zobowiązuje do tego, aby zatroszczyć się o piękno muzyki i uświadomić sobie jej ogromną rolę w przeżywaniu „wielkich tajemnic naszej wiary”? Piękno zachwyca, zbliża do Boga.

     Liturgia jest przede wszystkim udziałem w tym, czego dokonał  dla nas Bóg, ale jest również  dziełem człowieka. Zatroszczmy się  o to, by nasz udział w tworzeniu liturgii poprzez śpiew był jak najpiękniejszy, jak najlepszy, godny Boga, bo przecież wykonujemy go w Bożej obecności. A owocem ma być  pełniejsze nasze zjednoczenie z Nim.”