Parafia św. Franciszka z Asyżu

Chorzów - Klimzowiec

swiety franciszek kosciol parafia sw franciszek kosciol wnetrze

Rozważania drogi krzyżowej - pilegrzymka na Jasną Górę

Rozważania Drogi Krzyżowej zostały napisane i odczytane przez Kasię M. podczas corocznej pieszej pielgrzymki na Jasną Górę (29.06.2007r.) 

Stacja I

Stanąłeś przede mną jakbyś to Ty zrobił coś złego. Na udręczonej twarzy wypisane miałeś słowa: Kocham Cię. Pozwoliłeś, by skazali Cię jak zbrodniarza, najgorszego grzesznika. Sam nie osądziłeś , a osądzili Cię. Sam nie skazywałeś, a Ciebie skazali. Sam nie odwróciłeś ode mnie twarzy, a ja zaparłam się Ciebie trzykrotnie. Teraz już nie ma odwrotu, bo Ty wszystko czynisz nowym. „Oto człowiek”. Potem już tylko schowam się gdzieś w tłumie, albo zbita z tropu zdobędę się co najwyżej na słowa: „Ja umywam ręce...”.

Stacja II

Nikt Ci nie dawał krzyża na ramiona. Nikt Cię do niego nie przymuszał. Ty ucałowałeś go z radością i w pokornym milczeniu. W głowie echem odbijają mi się słowa: „Jeżeli chcesz Mnie naśladować, to weź swój krzyż w swoje ręce i chodź ze Mną zbawiać świat”. Ja tymczasem mam trochę inne plany... Nie chcę tego krzyża. Lepiej Ty go weź.
Panie, tak dobrze Ci wychodzi ta droga krzyżowa, tak Ci do twarzy z cierpieniem, pięknie wyglądasz na tym obrazku, gdy tak dźwigasz ten krzyż – mój krzyż.

Stacja III

Nic już nie będzie takie jak przedtem. Świat wstrzymał oddech – na twarz upadł sam Bóg. Przygnieciony moimi winami, samotny i słaby, tak iż mówią: „nie zrobi ani kroku więcej”. Leżysz, Panie zupełnie już bezbronny, gotowy na wszystko, co zgotowali ci Twoi oprawcy, gotowy na to, by uratować takiego nędzarza jak ja. Po tym upadku nic już nie będzie takie jak przedtem. Świat wstrzymał oddech. Król wszechświata, nie może się podnieść – tak bardzo mnie kocha.

Stacja IV

To była najbardziej wzruszająca scena w dziejach historii świata.
Możliwe, że nie zamieniliście ze sobą nawet słowa. Możliwe, że nie było takich słów,
które mogłyby oddać to, co wtedy czuliście. Być może wystarczyło jedno spojrzenie Matki mówiące: „Jestem przy Tobie Dziecko”, byś Ty Panie mógł zobaczyć w Jej Boskim obliczu wszystkich ludzi, dla których i za których niesiesz ten ciężar.  Maryjo naucz nas dodawać otuchy cierpiącym, chorym, samotnym. Naucz nas modlitwy doskonałej – nie tyle opartej na pięknych słowach, co na oddaniu serca Chrystusowi.

Stacja V

Przymuszono Szymona, by Mu pomógł. Jestem głucha na cierpienie drugiego człowieka. 
Pod ciężarem krzyża drży mój Bóg. Patrzą na Niego z pogardą, plują na Niego,
niech już zniknie z ich oczu ta ludzka karykatura. Chrystus nie ma już siły. Miał dojść 
na Golgotę, a nie jest w stanie nawet się poruszyć. Przymuszono Szymona, by Mu pomógł.
Ja wciąż głucha na cierpienie Boga, chowam się gdzieś w tłumie. Za brakiem czasu, 
za innymi ważnymi zajęciami... Patrzę z boku, a w samym centrum mojego serca trwa droga krzyżowa. Nie trzeba Cię zmuszać Panie, byś mi pomógł.

Stacja VI

Do niemal nieprzytomnego z bólu i zmęczenia Jezusa, podbiega Weronika. Zdołała przedrzeć się przez wrogi tłum, minąć żołnierzy, strażników... Nie wahała się. Upadła na kolana i otarła Chrystusową twarz z krwi, potu i łez. Była delikatna i czuła, z wielka troską i czcią dotykała świętego oblicza swego Pana.
Nie ma we mnie tej czułości. Nie ma we mnie wyczucia i zrozumienia. Weronika
nie osądzała, nie wywyższała się nad wzgardzonego przez wszystkich skazańca. Serce miała otwarte, gotowe by nieść pomoc. Gotowe, by przyjąć swego jedynego Pana i Zbawiciela.

Stacja VII

Nie wstydziłeś się upaść drugi raz. Przylgnąłeś całym ciałem do kamienistej drogi. Ciężar krzyża przygniótł tak, iż słychać było chrzęst kości. Tak bardzo stałeś się do mnie podobny, że pozwoliłeś, by ktoś podstawił Ci nogę. Bolało tak jak boli pękające serce. Wszystko po to, by każde moje potkniecie uświęcić, by podnieść mnie z najgorszych upadków.
Przyglądam się tej stacji... Nie widzę tu żadnej chwały. Cały Twój Boski majestat zostawiłeś dwie ulice wcześniej. Teraz jesteś bezbronny i słaby. Uzbrojony jedynie w miłość, z sercem zanoszącym się od płaczu obejmujesz krzyż. Mój krzyż.

Stacja VIII

On tak cierpiał, a wciąż miał siłę, by pocieszać... Tak mi ciężko na tym świecie. Ciągle jakieś przeciwności losu. Nic mi nie wychodzi. Płakać mi się chce. Płaczę...
Potrzeby innych? A co mnie one obchodzą?! Przecież ja też cierpię. Miałabym pocieszać innych? A kto mnie pocieszy? Panie, mój Boże stałeś się do mnie podobny, a jednak tak zupełnie jesteś inny.
On tak cierpiał, a wciąż miał siły, by pocieszać... Naucz mnie Panie, widzieć coś więcej niż czubek mojego nosa.

Stacja IX

Byłeś już tak niedaleko... Prawie u kresu drogi. Podpierany przez Szymona, stawiałeś ostrożnie każdy krok. Dodawałeś sobie otuchy myślą, że to potrwa jeszcze tylko chwilę. Nagle pośrodku drogi, jak z pod ziemi wyrósł wielki i ostry kamień. Potknąłeś się o niego boleśnie, raniąc stopy i upadłeś całym ciężarem na drogę usłaną żwirem, piachem
i mnóstwem kamieni.
I ja tego doświadczam. Idziemy obok siebie. Podtrzymywana przez Ciebie stawiam krok
za krokiem. Nagle nie wiedzieć czemu boleśnie upadam. Jestem zdezorientowana. Nie wiem nawet jak to się stało. Ty stoisz nade mną. Pochylasz się tak nisko, jak to tylko możliwe. Podnosisz mnie. Słyszę Twój głos: „Już niedaleko moje dziecko...”

Stacja X

Wszystko Ci zabrali. Odarli do reszty z godności. Nic Ci już nie zostało mój Boże. Nie patrz na mnie Panie, ukryłam się, bo jestem naga. Zgrzeszyłam, zawiodłam, to moja wina...
Miałam Cię na wyciągnięcie ręki. Teraz już nie mam żadnych szans. Ludzie widzą moją samotność, mijają mnie bez słowa. Tak ciężko jest iść samemu.
Wszystko Ci zabrali, odarli bez reszty z godności. Nic Ci już nie zostało. Tylko ta łza zawstydzona i za trzy dni ciche zmartwychwstanie.
W chwilach smutku, rozpaczy przyjdź do mnie w ciszy, odartą z całej godności przytul do serca. Po cichu...

Stacja XI

Pozwoliłam, by przybito Cię do krzyża. Gorzej – zrobiłam to własnoręcznie. Ale czy to moja wina? Nie potrafisz się dobrze sprzedać. Idąc za Tobą wiem, że nie będzie ani łatwo
ani przyjemnie. Proponujesz mi wspólne niesienie krzyża, ofiarę, cierpienie, liczne wyrzeczenia. Oferujesz wreszcie trudną i wymagającą miłość.
Tak mi ciężko Panie... Nie mówisz: „daj”, „oddaj”, „potrzebuję”, „żądam”... Ty mówisz: „Bierzcie i jedzcie. To jest Ciało Moje...” – Ciało przybite do krzyża za ciebie i dla ciebie.

Stacja XII

„Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha mojego”. Niebo zamarło. Umarł Bóg. Po ostatnie tchnienie oddany był swemu Ojcu. Dobiegło końca zesłańcze życie Pana i Zbawiciela.
Ten, który ukochał jako pierwszy, jako pierwszy ofiarował siebie całego. Ten, który mógł wszystko, nie zrobił nic, by ulżyć sobie w straszliwej męce. Ten, który narodzony jako Przenajświętsze Dziecię do końca pozostał święty – ten cały zanurzony został w moich grzechach. Umarł zupełnie nie przypominając Boga – po prostu przestał oddychać...

Stacja XIII

Zdejmują Twoje Ciało. Ciało Boga i człowieka. Zakrywam oczy – mam przecież słabe nerwy i łatwo się wzruszam. Oto cała moja odwaga: stoję i tłumię w sobie odruch, który każe
mi paść na kolana i błagać Cię o przebaczenie. Ty jesteś taki spokojny, jakbyś po prostu zasnął...
Zdejmują Twoje Ciało. Ciało Boga i człowieka. Gdzie będę gdy się przebudzisz? Jakim człowiekiem mnie zastaniesz, gdy przyjdzie zmartwychwstanie?

Stacja XIV

Nie ma w Tobie nic z Boga. Już nie. Jesteś martwy, zimny, z twarzą pokrytą jedną wielką raną. Nie pamiętam z katechezy, by mi ktoś mówił o takim słabym Bogu. Nie pamiętam...
Nie umiem się jakoś do Ciebie przekonać, może to nie Ty? Nie Ten, co miał nas zbawić? Patrzę tylko okiem. Serce mam wciąż ślepe. Niełatwo jest dojrzeć zbawienie w tym, co najsłabsze, najmniejsze, najmniej godne chwały. Otwórz moje serce. Nie chcę dłużej być ślepa na Twoją miłość, co się w grobie zamyka, by tam stał się początek.