Parafia św. Franciszka z Asyżu

Chorzów - Klimzowiec

swiety franciszek kosciol parafia sw franciszek kosciol wnetrze

O pielgrzymowniu do Ziemi Świętej

Niewielu jest takich, którzy nie pragnęliby przynajmniej raz w życiu zobaczyć Jerozolimy i Betlejem. Ilu z nas przeglądało z zapartym tchem otrzymaną na Pierwszą Komunię „Historię Biblijną”. Moja była trzykolorowa, wydana w latach 80-tych ubiegłego wieku. Nie było w niej zdjęć tylko rysunki, trochę takie jak ze skarbczyka. Adam i Ewa chowający twarze w dłoniach, Abraham idący przodem a za nim Izaak z wiązką chrustu, król Dawid grający na harfie, zapowiadany przez Izajasza Emmanuel, obok którego leżał lew z jagniątkiem. Mniej więcej w połowie autorzy umieścili napis na całą stronę Nowe Przymierze. Po drugiej stronie tej kartki postacie zdawały się już bardziej znane: archanioł Gabriel, Maryja z Józefem, Jan Chrzciciel po kostki w wodzie i oczywiście wielu spotykanych przez Chrystusa mieszkańców Palestyny. Niski Zacheusz, który dyndał nogami na sykomorze w Jerychu, paralityk spuszczony przez dziurę w dachu tuż pod nogi Nauczyciela w Kafarnaum, Samarytanka ze wstydu przychodząca do studni w Sychem w najgorętszej porze dnia, żeby przypadkiem kogoś tam nie spotkać.

Potem była pierwsza Biblia Tysiąclecia i mapy na ścianie w salce katechetycznej, opowieści księdza, który wrócił z pielgrzymki do Ziemi Świętej oraz wypożyczone z biblioteki parafialnej trzytomowe wydanie „Stary Testament – Historia Biblijna”, „Ewangelia Jezusa” i „Dzieje Apostolskie – Listy i Apokalipsa” pallotyńskiego wydawnictwa Editions du Dialogue don Paolo Crivellaro, z prawdziwymi zdjęciami ze śródziemnomorskiego świata. W tej ostatniej książce były teksty z Pisma Świętego wraz z ilustrującymi je fotografiami: Egipt, Synaj, Nazaret, Betlejem, Tabga, Tabor, Pustynia Judzka, Jerozolima, Syria, Cypr, Grecja i Turcja. Wtedy się właśnie myślało: „muszę tam kiedyś pojechać, muszę tam kiedyś być”. Ach jak pięknie byłoby zobaczyć piramidy, Morze Czerwone oraz Martwe, Górę Nebo i Błogosławieństw. Brodzić bosymi nogami w chłodnych wodach Jeziora Genezaret, poczuć skwar pustyni pod Górą Kuszenia i zobaczyć miejsce gdzie Chrystus ustanowił Eucharystię. Było się ciekawym, jak rzeczywiście wygląda Kalwaria i Grób Pański. Nie wspomnę już o chęci spotkania ludzi, którzy żyją tam gdzie Matka Boska i Apostołowie, co jedzą, jak się ubierają, jakie są ich zwyczaje.

Marzenie to nie było obce i naszym dziadkom. Wybierający się przed wojną do Ziemi Świętej z Katowic ks. Robert Szynawa najpierw poleciał samolotem z Muchowca do Wiednia, skąd pociągiem udał się do Triestu, a następnie statkiem przez Kanał Koryncki do Jaffy, gdzie wychodziło się na brzeg i już samochodem wspinało do Jerozolimy. Wyruszył, jak sam potem pisał w Gościu Niedzielnym, we wtorek 16 lipca 1929 o godz. 10.25, żegnany chyba przez jednego ze swoich parafian - Jana Cieplika, który go życzliwie odwiózł na lotnisko. Podróżowanie Ślązaków do ziemskiej Ojczyzny Jezusa było zapewne czymś rzadkim. Kosztowało sporo. Nie brakowało jednak chętnych; miłość do Jezusa, Biblii i podróżowania przynaglała. Statek z księdzem Szynawą na pokładzie rzucił kotwicę u brzegów Palestyny w środę 24 lipca o godz. 5.00 rano. Jego podróż trwała więc 8 dni. Gdy w tę samą podróż kilka lat później wybierała się pani Zofia Kossak-Szczucka, wyjeżdżając pociągiem ze stacji Katowice, czas, który musiała poświęcić, by dotrzeć do Izraela, nie mógł być krótszy.

Dzisiaj ta sytuacja zmieniła się diametralnie. Możemy się ubezpieczyć. Podróżuje się krócej, bo samolotem z Krakowa lub Warszawy, co ma przecież wpływ na cenę biletu. Możemy robić niezliczoną ilość zdjęć własnym tanim aparatem. Możemy się wreszcie do takiej pielgrzymki lepiej dobrze przygotować. Ksiądz Szynawa w swoim Notatniku z podróży pisał o specjalnych wykładach, które płynący z pątnikami przewodnik wygłaszał każdego dnia.

Pielgrzymka do Ziemi Świętej na pewno jest ogromną łaską. Niektórzy czekają całe życie, by będąc już na emeryturze wybrać się w tę niezapomnianą podróż. Pragnienie takiej pielgrzymki powinno być pielęgnowane. O takich wielkich sprawach winno się z Panem Bogiem dyskutować na klęczkach.

Gdy się już zdecydujemy i uznamy, że mamy wystarczające fundusze (obecnie około 1200 $ i 250 zł – 8 dni) oraz warunki zdrowotne, winniśmy ostro wziąć się do rzeczy. Po pierwsze trzeba znaleźć dobre biuro pielgrzymkowe. Warto sprawdzić, kim są przewodnicy, których zatrudnia konkretne biuro. Oczywiście godnymi polecenia są pielgrzymki organizowane przez Komisariat Ziemi Świętej z Krakowa lub któreś z biur zatrudniających jako przewodników kapłanów-biblistów lub absolwentów jednego z jerozolimskich seminariów. Gdy już się upewnimy, kto będzie naszym przewodnikiem, sprawdźmy jeszcze, jakie miejsca biuro umieściło w planie pielgrzymki. Większość biur dba o to, aby znalazły się tam najważniejsze sanktuaria związane z życiem Chrystusa i historią biblijną. Ważne jest odwiedzenie miejsc ciekawych ze względu na krajobraz, nie powinny one jednak wypierać tradycyjnych sanktuariów, które znajdowały się na trasie pielgrzymki do Ziemi Świętej w ciągu ostatnich stuleci.

Zaopatrzmy się w książkowy przewodnik. Dwa są rzeczywiście godne polecenia: polskie tłumaczenie przewodnika o. Donata Baldiego, franciszkanina-palestynologa, który był rektorem Franciszkańskiego Studium Biblijnego w Jerozolimie i jednym z konsultantów w czasie Soboru Watykańskiego II – W Ojczyźnie Chrystusa, Przewodnik po Ziemi Świętej z 1982, drugim jest kolejne polskie wydanie Przewodnika po Ziemi Świętej dominikanina o. Jerome Murphy O’Connora (Warszawa 2007). Nieodzowne jest również częste otwieranie Biblii. Przyszły pielgrzym powinien mieć ją przy sobie. Najważniejsze są Ewangelie, może jakieś wydanie kieszonkowe. Przyjeżdżając do Izraela trzeba już wiedzieć, gdzie leży Galilea, a gdzie Judea, znać ze zdjęć sylwetki chrześcijańskich budowli, które dzisiaj wznoszą się na Miejscach Świętych. Każdy pielgrzym powinien pobieżnie zaznajomić się z historią tej ziemi, po której chodziły stopy Zbawiciela. Im więcej się dowiem o ziemskiej Ojczyźnie Jezusa z Pisma Świętego i przewodników, tym łatwiej mi będzie odnaleźć w tym wszystkim, co usłyszę od przewodnika, będąc już na miejscu.

Pozostaje jeszcze intencja i ogólne przygotowanie duchowe, bo o rzeczach niezbędnych dowiemy się już od samego organizatora pielgrzymki. Intencja jest rzeczą istotną. W średniowieczu pielgrzymowano, by zadośćuczynić za popełnione grzechy ciężkie lub by wyprosić jakąś szczególną łaskę. O ile ta pierwsza intencja trochę nam się wydaje starodawna, o tyle ta druga jest jak najbardziej bliska sercu współczesnego chrześcijanina. Chociaż zdarzyło mi się w Betlejem być świadkiem, jak nawrócony dystrybutor, nazwijmy to kinematografii nawet nie brukowej, ofiarował złoty kielich i patenę do Groty Narodzenia. Człowiek ten przy spowiedzi świętej złożył osobisty ślub, iż pojedzie z całą rodziną na pielgrzymkę wynagradzającą do Ziemi Świętej. Pielgrzymi przyjeżdżają podziękować za długie lata życia małżeńskiego, prosić o potomstwo dla siebie lub swoich dzieci. Intencja „by odnaleźć drogę do Boga” też jest godną pochwały i jak najbardziej pożądaną. Powinno się jednak tutaj przybywać, będąc już wyspowiadanym.

Niech Pan Bóg będzie z tymi, którzy zapragną wybrać się do Ziemi Świętej! Niech św. Franciszek towarzyszy Wam w Waszych wysiłkach, które oby zaowocowały ogromem łaski.

o. Abraham Sobkowski ofm